29.10.24 podsumowanie trzech lat terapii

1) wydaje mi się, że hipomania się pojawia, gdy uświadamiam sobie, że zmierza ku dobremu, że coś osiągnąłem. czyli przechył wahadła z depre w drugie ekstremum.

2) nasze problemy jako dorosłych wynikają z dzieciństwa i relacji z rodzicami. oczywista oczywistość. i terapia indywidualna skupia się na ogarnięciu bieżących dorosłych problemów i/lub utuleniu przeszłości.

zatem ogromna część, o ile nie wszystkie moje problemy, wynikają z poczucia niskiej wartości, myślenia „ja nie zasługuję”, zachowań ucieczkowych. niezdrowych coping mechanisms.

na mojej terapii terapeuta się skupia na tym, bym sam siebie utulił, uznał za wystarczającego, uważnił, sam siebie poklepał po ramieniu, sam siebie przytulił. bo matka mnie całe życie unieważnia, traktuje jak sługę, co widać było wczoraj etc.

a ja całe życie potrzebuję tej walidacji od kogoś, z zewnątrz. bardzo silna potrzeba, by ktoś mnie uznał. to wynika i z krytycznej, narcystycznej matki i z braku ojca (tęsknota za father figure).

1) terapeuta mi już wyjaśniał (teoria wanny), że mogę mieć nieskończoną ilość walidacji z zewnątrz (woda w wannie), dopóki nie mam własnego poczucia wartości i sam siebie nie zwaliduję (korek do wanny), póty ta woda-walidacja od kogoś się wyleje tak i tak.

2) no i co z tego, że pkt. 1) - ten nieszczęśliwy chłopiec wewnątrz mnie tak bardzo potrzebuje usłyszeć od matki, że jestem wystarczający, że mnie uznaje, że docenia kim jestem, co robię. nigdy tego nie usłyszę. bo ona tego nie pojmie (wiek, demencja, narcyzm), a nawet gdyby to się zadziało wcześniej, też by tego nie pojęła (narcyzm, niewystarczająca inteligencja emocjonalna).

3) więc jest we mnie ta ziejąca tęsknota za uznaniem ze strony matki lub jakiegoś parent-figure. i bardzo trudno, o ile w ogóle, mi pojąć, że to się nie stanie. ja wciąż mam nadzieję, że się stanie.

już od długiego czasu terapeuta mi mówi, bym sam siebie uważnił. coś w tym kierunku się dzieje (np. zmiana pracy, od dawna sobie odmawiay urlop, zaprzestanie zachowań destrukcyjnych (nikotyna, alko, zakupoholizm) - tylko ja tych pozytywnych zmian nie zauważam, bo wciąż mam odruch unieważniania siebie. dopiero na terapii zaczynam zauważać te pozytywne zmiany = zmiany będące skutkiem samowalidacji. a ziejąca tęsknota za walidacją z zewnątrz, nadal jest i zieje.

4) do brzegu. wewnętrzne dziecko oczekuje utulenia, uważnienia. nie dostanie tego już nigdy, ale tego nie rozumie. I dlatego prawie codziennie garnę się do matki na herbatkę etc, bo podświadomie wyczekuję tego „jesteś wystarczający” z jej strony. nie usłyszę tego, choćby skały srały. i pojąć mi (wewn dziecku?) to trudno.

terapia skupia się na tym, by dorosły ja sam siebie uważnił różnymi rzeczami, jakimiś zajęciami, dobrym siebie traktowaniem. by to potrzebne uważnienie przyszło jako skutek uboczny nowego, lepszego(?) zdrowszego życia. i jeśli ta walidacja przyjdzie mimochodem, to wtedy ta wewnętrzna ziejąca tęsknota ma się uciszyć.

tak to rozumiem i sobie w głowie poukładałem po ponad 3 latach terapii (od lipca 2021).

Komentarze