4.02.25 Andrzej, to jebnie
rozwinięcie wątku zaczętego w poprzednim poście
radzę sobie z codziennością, mam nowe pozytywne nawyki. jednak podświadomość prawie codziennie funduje mi anxiety, napięcie, niepewność. podejrzewam, że znam przyczynę, czyli niezagojone rany z okresu dorastania.
na terapii sygnalizowałem wątpliwość, jak można skupiać się na tu i teraz oraz przyszłości mając nieprzepracowaną przeszłość. dostałem odpowiedź: opłacz ją.
zawsze były bardziej bieżące tematy do omówienia, czasu i funduszy niewiele, więc nie było okazji zgłębić tematu opłakania, przepracowania przeszłości.
z czasem doszedł także wątek umiejętności uważnienia wewnętrznych aktorów (wewnętrzny krytyk), czy uważnienia i utulenia baby-me, cyt. daj sobie z dzieciństwa to, czego w dzieciństwie ci brakowało.
jest potrzeba - opłakać przeszłość, przepracować traumy
jest obiekt - utulić dziecko, siebie w wersji kilkulatek
jak? - tu kurwa leży wampir pogrzebany.
jak się rozpłakać?
od lat mam blokadę na ronienie łez, na katartyczny szloch. podobno oczyszcza, daje ulgę. nawet gdy umarł kitku nr 1 i kilka lat później kitku nr 2 płakałem tylko trochę, czułem potężny odruch powstrzymania się. tak nie przystoi. bądź mężczyzną. oraz klasyczne: ty nie zasługujesz na katharsis. od lat, może od lat nastoletnich mam blokadę na tę metodę spuszczenia emocji. w teorii mogę spróbować wywołać łzy alkoholem, jednak nie chcę odczuwać skutków dzień po. już prędzej próbowałbym psylocybiną : )
niedawno wspominałem baby-me w wersji gimbaza, liceum i jakie uczucia temu towarzyszyły. uczucie wyobcowania, niedopasowania, nieprzynależenia do żadnej grupy. osamotnienie na każdej przerwie. duchowo byłem emo nie wiedząc o istnieniu emo. misfit.
wspominałem rozmowy z matką, gdy jeszcze nie byłem świadom swojego spektrum autyzmu. tzn. zawsze miałem problem z przekazem między wierszami i z mową pozawerbalną. gdy czegoś nie rozumiem, dopytuję. wydaje mi się to oczywiste. zaś moja narcystyczno-manipulująca matka kwitowała moje próby zrozumienia: domyśl się, powinieneś to wiedzieć, daj mi spokój, nie zadawaj tylu pytań. gdy matka się posunęła w latach, a ja już byłem dorosły do jej repertuaru doszły także: jestem zmęczona / stara / chora, nie dręcz mnie - jako usprawiedliwienie jej słowno-emocjonalnych manipulacji.
w wieku nastoletnim brakowało mi zarówno własnego sposobu na kanalizację złych emocji, jak i nie byłem przez nikogo tego nauczony. gorzej, z matką spotykałem się z sytuacją lose-lose, co podejrzewam mogło tak zabutelkować i zblokować moją umiejętność płacz.
przykłady lose-lose:
- staram się bronić werbalnie, denerwuję się, frustruję, odpieram jej zarzuty - jestem emocjonalnie karany za to cichymi dniami
- raz w życiu rzuciłem w nią pilotem tv, przeleciał obok, ledwo dotknął - poszła na policję robić obdukcję
- raz w życiu oddałem jej, gdy mnie uderzyła - zostałem nazwany damskim bokserem
nawet przywołując te wspomnienia i uczucia temu towarzyszące nie jestem w stanie zaadresować spisanych punktów:
- opłakać przeszłość, przepracować traumy
- utulić dziecko, siebie w wersji kilkulatek, nastolatek
emocje są tak zblokowane i przez karcącą matkę i przez społeczne kodowanie na bądź mężczyzną.
a może przede wszystkim (story of my life) stare nawyki mi mówią: ty nie zasługujesz na katharsis.
więc kurwa jak?
zastosować poznaną już metodę: działaj na przekór wewnętrznym złym głosom?
szlochaj, płacz, łkaj nad Michałkiem, bo na przekór możesz? bo Michałek baby me tego potrzebuje?
trudne to fchuj.
Komentarze
Prześlij komentarz