28.09.25 emocjonalna śmierć

Jestem po znacznym ograniczeniu kontaktu z NM oraz po emocjonalnym odcięciu się od niej. NM jest, żyje, ale patrzę na tę osobę z daleka. Zresztą NM mi to mocno ułatwia, bo mimo jej schorowania, wieku, nie kontaktuje się ze mną. Robi to bardzo rzadko.

Ma 78 lat, jest schorowana, do pomocy ma tylko mnie. Traktuje mnie instrumentalnie, bez żadnego poważania na moje potrzeby i emocje. Bardzo często stosuje ciche dni.

Emicjonalnie odciąłem się niedawno. Czytałem o fazach żałoby, gniew, zaprzeczanie, depresja, akceptacja i rozpoczęcie nowego życia od nowa. Jestem już ponad 4 lata na terapii.

Obecnie jestem na etapie depresji / szukania siebie. I jest kurewsko ciężko. Tzn. dzięki terapii mam jakieś wyrobione pozytywne nawyki, natomiast zadbać o własny wellbeing, czy nawet zacząć dzień jest bardzo trudno. Każdy dzień zaczyna się od napięć, lęków, kołaczącego serca.

Kiedyś silnym głosem był wewnętrzny krytyk pt. dla mnie nie warto, o mnie nie warto dbać. Obecnie to poczucie bezradności, braku celu, drogowskazu. Wyznaczam sobie jakieś małe cele na dzień, na nadchodzące 3 dni itd., po prostu rozpoczęcie każdego dnia to wewnętrzna walka.

NM emocjonalnie programowała mnie całe życie na bycie jej służbą, fizyczną i emocjonalną. Na bycie na każde jej zawołanie. Gaslightowała mnie też przez całe życie, by podkopać moje poczucie wartości. Wychowała dorosłego człowieka, ale z podciętymi skrzydłami.

Teraz ma 38 lat, ona 78. Staram się żyć własnym życiem, gdy wreszcie zrozumiałem, że już nie warto próbować jej zadowolić, czy szukać uznania w jej oczach. Jak pisałem, NM fizycznie żyje, emocjonalnie we mnie zmarła.

Znam ideę wewnętrznego dziecka, zaopiekowania się nim, dania mu tego, czego nie dostało w dzieciństwie. Metaforycznie i dosłownie klepię się po ramieniu, że sobie radzę.

Jest mi po prostu cholernie ciężko. Ciekaw jestem, jak długo etap depresji, tj. żałoby po emocjoalnym zobojętnieniu wobec NM oraz etap odnajdywania siebie może potrwać.

Komentarze