toksyczna matka cz. n-ta
dziś moja toksyczna narcystyczna matka przeszła samą siebie, a myślałem, że już mnie nie zaskoczy. gdzie tam, nie przestanie mnie zaskakiwać pomysłami, jak mnie dobić.
kot mi choruje, jest zapisany na wtorek na zabieg - byle do wtorku utrzymać go na przeciwbólowych, kroplówkach, byle coś zjadł. ja psychicznie ledwo ledwo się trzymam, bo praca, której nie lubię i szukam innej (ale nie odejdę z obecnej, póki nie znajdę nowej). stres, czy boss żmija nie znajdzie na mnie haka, by wywalić na podstawie byle potknięcia. jestem zmęczony, staram się utrzymywać na powierzchni, by się nie załamać, by nie popaść w depresję. nerwy mam mocno napięte od dłuższego czasu.
dziś narcystyczna matka zaprasza mnie na niedzielny obiad i zaczyna gadać o córce swojej znajomej, że ona także opiekuje się i leczy swoje zwierzaki, że specjalna dieta, surowe mięso, winogronka dla onkologicznego psa.
to nie pierwszy raz, gdy narcystyczna matka spuszcza się z zachwytu nad kimś innym (córka znajomej i jej chłop), a o mnie cisza, bo własny syn jest tylko popychadłem, służbą, workiem do emocjonalnego bicia.
taki paradoks: na starość nie ma żadnej innej rodziny, tylko jedną znajomą i mnie-syna, a mimo wszystko robi wszystko, bym ją porzucił dla własnego bezpieczeństwa. chciałbym, jednak po prostu sumienie mi nie pozwala. więc od lat tkwię w takim emocjonalnym klinczu i czekam na jej śmierć.
więc dziś, gdy już emocjonalnie ledwo żyję, a bardzo staram się pomóc mojemu zwierzakowi i sobie, ta mi pierdoli o kimś innym, że opiekuje się lepiej. surowe mięsko, leczenie onkologiczne, winogronka.
dalej rozmowa eskalowała według klasycznego schematu rozmowy z narcyzem - że sobie coś ubzdurałem, że słyszę inny przekaz, niż jej zamierzony, że jak zawsze jestem tym złym, i to ja ją biję słownie. klasyk.
z jednej strony, już post factum, to się wydaje tak oczywiste: narcyz dowali swojej ofierze, kiedy ma moment słabości, bo słaba ofiara jest bardziej podatna na kontrolę, manipulację, a narcyz się tym żywi.
z drugiej strony, nie przypuszczałem, że moja matka jest zdolna do aż tak podłych zagrywek. niestety, nie przestaje mnie zaskakiwać.
z pozytywów: dzięki terapii wiem od niedawna, że te negatywne emocje da się jakoś skanalizować.
jestem potwornie zmęczony, najchętniej bym się skulił i płakał. lub skoczył z okna. jednak także wiem, że:
- sukces jest najlepszą zemstą
- złość jest potężnym motywatorem
zatem mimo zewnętrznym i wewnętrznym obciążeniom, za moment wstanę i coś zrobię. byle nie taplać się w samoużalaniu.
Komentarze
Prześlij komentarz