12.01.25 najwięcej się dzieje między sesjami, notatka przed terapią

1)
po nowym roku ograniczyłem kontakt z matką, tzn. nie odwiedzam jej tak często, a gdy odwiedzam spędzam u niej mniej czasu.
w okresie xmas-nowy rok za dużo spędziliśmy razem czasu na jedzeniu, oglądaniu tv i czekaniu na Godota. stary, już zmęczony mechanizm: ja wyczekuję, by jaśniepani jakkolwiek mnie doceniła, ona oczywiście milczy i już milczeć będzie, nie doceni nigdy. ziejąca dziura, boli cholernie.
wątek walidacja wewnętrzna vs. walidacja zewnętrzna, teoria wanny.

z matką, jak to z nieuleczalnym narcyzem-gaslighterem, zdarzają się detonacje obrzydliwych bomb mających na celu wywołanie poczucia winy, utrzymanie, a wręcz skrócenie smyczy-pępowiny. nie ma już nawet sensu podawać przykładów. sęk w tym, że świadomie wiem, że ona z własnych powodów (choroby, ból, lęk przed własną śmiercią) trzyma się znanych i sprawdzonych schematów - po prostu jej umysł stracił elastyczność, zdolność zmiany, na starość trzyma się tego, co jej znane. a znane jej tylko manipulacje i gaslighting.
nawet gorzej, mam wrażenie, że w chorobie jest jeszcze bardziej toksyczna. ja to wszystko świadomie wiem, jednak podświadomie, gdy pociągnie za sznurki, nadal odczuwam ból. nie umiem się w pełni emocjonalnie odciąć.
pozostaje mi stosować grey walling i znosić emocjonalne gierki.

także z w/w powodów nie mam co liczyć na jakiekolwiek zrozumienie, czy szansę zmiany. wiek, demencja, nawyki, a przede wszystkim narcyz nigdy nie weźmie odpowiedzialności za swoje działania, nigdy. to także boli.
pozostaje mi stosować grey walling i znosić emocjonalne gierki.

nie przestaje mnie zaskakiwać, że mimo starego, zastałego umysłu z lekką demencją, jaki ona ma arsenał manipulacji, jakich jeszcze mi nie zaprezentowała... pisałem o grey wallingu, to larwa wyciągnęła z rękawa nową sztuczkę:

  • sama nigdy nie zadzwoni, to ja mam zabiegać o kontakt z nią (ciche dni narcyza, karanie ciszą)
  • gdy danego dnia do niej nie zadzwonię/odwiedzę (bo np. świadomie się nie kontaktuję albo mam inne zajęcia, widzę się z kimś (sukces, socjalizacja, networking! - o tym dalej w pkt. 5)
  • to larwa jednak łaskawie zadzwoni, ale zadzwoni z wyrzutami i grą na poczuciu winy, czemu się jej nie melduję, oczekiwanym jest, bym ją informował, gdy nie ma mnie w domu
mindfuck. totalny mindfuck.

2)
przed borzym owrzodzeniem powiedziałem sobie (postanowienie noworoczne), że:
a) zajmę się domem
nie zrobiłem tego, co planowałem, czyli ogarnięcie sterty ubrań i pościeli, ale ostatniego dnia przerwy (trzech króli) spontanicznie wziąłem się za coś innego, także związanego z domem - wziąłem się za wystawianie książek na olx i vinted, które zajmują sporo miejsca na regałach. tekstylia nadal się piętrzą na stole, ale pomału zwalnia mi się miejsce na regałach. coś za coś, odgracenie kawalerki uważam także za dbanie o siebie. bilans pozytywny. 

b) ograniczę czas spędzany online
szczególnie w apkach czatowych typu whatsapp, messenger. nieistotne zawodowe, czy osobite, od zadań w skupieniu co chwila odrywa mnie potrzeba spojrzenia na kropkę powiadomień. NIE umiem wytrzymać, jeśli widzę kropkę powiadomień, musi być sprawdzona ASAP. wskutek czego cierpią zarówno zdolność skupienia (rozproszona uwaga =/= podzielna uwaga) i produktywność. nie kończę żadnego zaczętego taska, bo co chwilę sprawdzam coś, bo angażuje się w chat, bo FOMO, jeśli nie zaadresuję powiadomienia ASAP. gorzej, odruch FOMO każe mi odrywać się i sprawdzać czat, nawet jeśli jest zakmięty. oderwać się, otworzyć czat, sprawdzić, zamknąć.

wraca ponownie wątek zasobów i skończonego zakresu zasobów - rozproszenie powiadomieniem i zaangażowaniem w czat powoduje zużycie zasobu na pierdołę, niż na produktywne dokończenie zadania.

w zasadzie takie silne FOMO mam odkąd mam komórkę (komórkę typu Nokia 3410, nie smartfona!) oraz internet Neostrady - czyli czasy liceum, druga połowa lat 00. ciągłe sprawdzanie maila, telefonu "bo ktoś mógł napisać".
przyczyną może być silne poczucie samotności, potrzeba porozmawiania z kimś, ludzkiego kontaktu, wręcz uzależnienie od kontaktu w czasie rzeczywistym, zamiast (jak dawniej) zaangażowanie w kontakty raz, dwa razy dziennie (sprawdzenie maila, smsów) a poświęcenie reszty dnia na swoje zajęcia solo.

ja to nazywam ucieczką od siebie, od własnych myśli, nieumiejętność spędzania czasu z samym sobą.
psycholog powiedział krótko: jesteś samotny.

zacznę od tego, że:

  • w telefonie wszystkie powiadomienia mam wyciszone
  • pozostaje wątek telefonicznej kropki powiadomień w lewym górnym rogu telefonu
  • na desktopie wątek maila oraz apkek czatowych:
  • na desktopie zawsze mam otwartą zakładkę z Gmailem, nie umiem jej nie mieć otwartej
  • na desktopie czat whatsapp mam otwarty lub otwieram-sprawdzam-zamykam
już próbowałem kilku scenariuszy:
  • wyłączenie WSZYSTKICH powiadomień w czatach i sprawdzanie apek czatowych raz, dwa razy dziennie. nie zadziałało, było wręcz gorzej.
    • w ciągu dnia wielokrotnie, wręcz co 10 minut sprawdzałem apkę - otworzyć apkę, sprawdzić, zamknąć albo zaangażować się w chat, jesli ktoś napisał i oderwać od zadania...
    • silne FOMO, silne rozproszenie przy pracy nad danym taskiem.
    • im bardziej sprawdzam, tym bardziej nikt nie pisze - spotęgowanie poczucia samotności.
  • pozostawienie aktywnych kropek powiadomień i nauka ignorowania kropek do chwili, gdy będe miał czas i brak tasków.
    • trudne, choć wykonalne.
    • bardzo silne rozdrażnienie istnieniem tej kropki, kropka musi być ASAP sprawdzona.
    • na desktopie pisząc tego posta świeci mi bezczelnie kropka, bo mam otwarty whatsapp a w nim notatki do tego posta - jakoś ze świeceniem tej kropki wytrzymuję. jest nadzieja, sic!
  • level hard: jak punkt 1, ale być konsekwentnym, trzymać się sprawdzania raz, dwa razy dziennie i jakoś nauczyć się nie mieć FOMO, nie mieć odruchu odrywania od zadań, otworzyć-sprawdzić-zamknąć.

do przegadania - FOMO, shoty dopaminy, umiejętność spędzania czasu solo, wykonywania zadań solo i w skupieniu, "im bardziej sprawdzam, tym bardziej nie piszą".

czuję się zawiedziony i sfrustrowany wobec samego siebie, że mając tyle czasu w przerwie bożoowrzodzeniowej zrobiłem mało, a wręcz odruch otwórz-sprawdź-zamknij mi się nasilił.

3)
od ok. grudna mam silne anxiety. budzę się między 11-14, wypijam kawę, powoli zaczynam dzień i do kilku h po obudzeniu mam silne anxiety. nie wiem, co się ze mną dzieje, być może w tym roku tak się SAD objawia (SAD - sezonowa depresja zimowa). za powód anxiety podejrzewam miks czynników:

  • powyżej opisane punkty 1) i 2)
    • odstawienie bodźca pt. matka, w końcu jestem recovering mommy's boy, uzależniony od spódnicy
    • FOMO/samotność
  • SAD, niedobór światła, w końcu budzę się o 13 i zaraz znów jest noc
  • poczucie utraty dnia, frustracja że codziennie późno wstaję (wdrukowany odruch kto rano wstaje, temu panbu daje, społeczne oczekiwanie na produktywność w ciągu dnia)
  • unikanie pracy, którą uważam za średnio ciekawą, obawa przed backlogiem
nawet pilnowanie HALTa średnio pomaga - czasem tak, czasem nie. pomaga dopiero znalezienie zajęcia i zwykle nie jest to związane z pracą zawodową, a anxiety związane z potencjalnym backlogiem tylko zaciera ręce.

przychodzi wieczór i zamiast, jak reszta społeczeństwa zbierać się do snu, mój umysł się rozjaśnia, zyskuję energię, motywację i mogę pracować z jasnym umysłem.  
na pewno aktywności w godz. dziennych nie ułatwia hałas miasta za oknem, a noc jest taka cicha i kojąca. nocą często się wkręcam w coś, tracę poczucie czasu i nie wiem kiedy robi się 3-4 nad ranem, znowu późno zasypiam, późno się budzę z brain fog i  anxiety i cykl się powtarza...

odwrócona kolejność aktywności - zaczynam dzień zamulony, z silnym anxiety, im bliżej pory spania, tym lepiej się czuję. męczą mnie te codzienne trudne początki dnia.

4)
silna potrzeba doświadczania, przeżywania razem z kimś (wyjść z domu, spacer, muzeum, kino, knajpa etc.) samemu nie warto. nie odczuwam już poczucia "nie zasługuję", jednak nadal mam myśli, że samemu nie warto doświadczać, trzeba współtowarzysza.
jest postęp - wychodzę na spacer, czy samemu na obiad, to jest przyjemne, nawet bardzo przyjemne. jednak na ten moment zawsze jest to przy okazji innego zadania - np. wyjście do lekarza, do paczkomatu, to przy okazji spacer lub obiad w pobliskiej knajpie. samemu wyjść ot tak do kina, na spacer - nadal nie.

5)
wyciąłem martwe kontakty, usunąłem zapisane nr tel - był ból, jest poczucie pustki, osamotnienia, ale wiem, że dobrze zrobiłem. odcinanie martwych gałęzi. wątek zasobów - kontakty nic nie wnoszące do życia tylko generują frustrację, potęgują poczucie samotności, zużywają zasoby. a zasoby są skończone, niewartościowe kontatky zużywają zasoby, przez co zasobów nie starcza na wartościowe rzeczy - np. własny wellbeing.

za to prędzej, czy później pojawią nowe kontaky w miejsce wyciętych. np. Pan Kanapka, zaczęlo się od dostaw korpopaszy, i tak od słowa do słowa, zostaliśmy bros (sic!), raz byliśmy w muzeum motoryzacji, tym razem zaprosił mnie do siebie na obiad. poznałem jego dziewczynę, synka, psa. +100 punktów do pracy nad networkingiem.

paradoksalnie w trakcie i po spotkaniu wewnętrzny krytyk mówił mi, że coś jest nie tak, mówię lub robię coś niewłaściwego, powinno być inaczej. co? nie wiem. kurwa, w tym przypadku serio nie wiem, wewnętrzny sabotażysta chciałby inaczej.


6)
a propos wewnętrznego krytyka - na terapii nauczyłem się, gdy wewnętrzny sabotażysta rzuca mi kłody (np. poczucie winy, poczucie niedosytu, poczucie niewłaściwości), spytać się go: co, krytyku, w tym momencie chciałbyś zrobić?

był taki dzień 28 grudnia: obudziłem się i po obudzeniu zadałem sobie pytanie: co dziś dla mnie jest ważne (także tip z terapii), powiedziałem sobie - ogarnę dziś kuchnię, chociaż kawałek.
potem kilka godzin nicnierobienia (czekanie jak kawa wejdzie, czekanie jak umysł się rozkręci itp. itp., codzienny standard). jednocześnie narastające napięcie - nic nie robisz, odwlekasz, szukasz wymówek, kolejny codzienny standard. aż do momentu, gdy dopilnowałem HALTa, poczułem się na tyle dobrze że po prostu wszedłem do kuchni i zacząłem porządkować. i tak dłubiąc w kuchni, porządkując słoiki i szklanki złapałem się na myśli z gatunku "eureka". moment, gdy zmywając naczynia i porządkując kuchnię, wzięło mnie poczucie, że robię za mało. spytałem krytyka, co chciałby zrobić - odpowiedział: "to co robisz teraz jest wystarczające i dobrze robisz".
wspaniałe, uwalniające uczucie.

miałem też myśl, że czytając to z boku odnieść takie wrażenie, że to uleganie wewnętrznemu krytykowi. jednak nie - widzę to tak, że w robiąc te porządki, w środku poczułem się wewnętrznie scalony - moja wola i głos krytyka były zgodne, robię to, co jedno i drugie chce robić. i to uczucie jest takie uwalniające.


7)
mój nowy kot Filip jest jak podsumowanie mojego życia - nieskończona próba zadowolenia wiecznie niezadowolonego i pogoń za uczuciem od istoty, która tego uczucia mi nie da.

8)
nikotyna. z wyjątkiem jednej domówki na początku grudnia, 138 dni bez nikotyny. miałem jeden dzień gorszego nastroju, gdy korciło mnie wejść do żaby po glo. co było najlepsze, wracałem prosto z badania płuc, bo alergia, bo astma. astma, a mnie korci na kupienie fajek.
powtórzyłem sobie w głowie rachunek zysków i strat sięgnięcia po nikotynę. a przede wszystkim przypomniałem sobie, że kupując paczkę glo zacząłbym nowy cykl głodu, jeden papieros prowadziłby do kolejnego i kolejnego. nie skończyłoby się na jednym, reszta "do szuflady". ile takich cykli przeżyłem, ile frustracji z nieudanych prób rzucenia, ile początkowego dyskomforu mi sprawiało rzucenie. nie wszedłem do żaby, wróciłem do domu, głód minął.


9)
napisanie tego posta zajęło mi około 3 godziny. pozwoliło mi uporządkować wiele wątków, które miałem w głowie i w notatkach od ostatniej sesji 23 grudnia. jest bardzo dużo racji w tym, że najwięcej się dzieje między sesjami, nie na sesji. szczególnie, jeśli z powodu świąt przerwa między sesjami trwa aż 3 tygodnie.
zaś przede wszystkim pisząc tego posta uzyskałem skupienie na jednym zadaniu, anxiety przeszło.

ad pkt. 3) o poobudzeniowych anxiety - podejrzewam, że anxiety wynika z braku poczucia celu (sense of purpose). i przypomina mi się tip od terapeuty omówiony w pkt 6), by po obudzeniu zadać sobie pytanie: co dziś jest dla mnie ważne? co dziś chciałbym zrobić?

Komentarze

Prześlij komentarz