Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2025

Do prozy - W pociągu do Berlina, 07.2018

Z rozmów z psiapsi: Nigdy ci tego nie opowiadałem, bo nie byłeś jeszcze wyoutowany, więc nie wiedziałem, czy załapiesz klimat. Gdy jechałem do firmy, do Berlina z Małgo, w pociągu dla zabicia czasu siedziałem na grindrze, fellow, romeo etc. Coby zobaczyć, co bozia wzdłuż torów zasiała. Trochę chłopa tam siedzi i sporo do mnie pisało. Siedzą w tym Sieradzu, Kutnie, czy Wałczu i siły geolokalizacji nas stykają. On nie wie, że ja w pociągu mknę. Zobaczył nową twarz, myśli może świeża krew do jego miasta-widma Wałcz przybyła. Ja im wszystkim grzecznie odpowiadam, że bardzo przepraszam, ale ja wcale nie nowy w jego mieście, tylko jadę w intercity, że geolokalizacja etc. Wyobraź sobie tę mękę. Nie dość, że jedyny gay Eskimo in town, to jeszcze codziennie na grindrze mu migają nowe, świeże twarze. Każdorazowo w nim błyska iskra nadziei na nową krew w mieście-widmo i każdorazowo zawód, że to tylko efemera twarzy przejazdem. P siapsi: Myślę, że oni wiedzą, że kolej dostarcza chwilowych podn...

Do prozy - Notariusz, 02.2017

Z rozmów z psiapsi: Bo polska służba zdrowia uwielbia zaczynać rano i kończyć wcześnie. Baby rejestratorki najchętniej by przyjmowały zapisy i o 5-6 rano, byle zamknąć okienko o 12. One żyją w jakiejś innej strefie czasowej. Żebyś ty moją administrację osiedla widziała. Z lat 90. jako bebe pamiętam wyprawy do administracji osiedla. Sceneria: brzęczące świetlówki, popielniczki-jednonóżki pełne i najeżone zgniecionymi petami, powietrze gęste, że można kroić. Na korytarzach smutne paprotki i mieszkanki tego pałacu biurokracji, stukające obcasami, pełne buty Grażyny, Barbary, Danuty. Co to było za doświadczenie, gdy matka przepisywała na mnie mieszkanie. Pokój pomalowany beżową olejną do połowy wysokości. Regały zawalone starymi, pożółkłymi teczkami, wszędzie zapach starego papieru, jak w bibliotece. Na środku pokoju czarne biurko, przed nim rachityczne krzesło dla petentów, za biurkiem siedzi naburmuszona Danuta. Kawa zalewajka w szklance z koszyczkiem, brak komputera, tylko maszyna do...

wymarłe zapachy, 18.05.25

Sauna w podziemiu jednego budynku w okolicy Mennicy. Nie bywam, ale czasem na poziomie ulicy czuję ją po wyziewach z piwnicy, zapach pary i magla. O dziwo lubieżnością, spermą i poppersem nie śmierdzi. Tak proustowsko mi się skojarzyło. Witkowski pisze o wymarłych, zapomnianych woniach. Zapach zardzewiałej wody w kranie na stacji PKP, zapach elektryczności w starym analogowym urządzeniu, zapach pyłu węglowego w mroźny dzień. A mój wymarły zapach - zapach magla. Jako bobo chodziłem z mamą lub babcią na Ogrodową oddać do magla prześcieradła, poszewki i zasłony załadowane na mój dzięcy wózek. Jako kilkulatek już chodziłem i się doń nie mieściłem, ale wózek nadal był w użyciu. Pakowało się nań napełnione w "źródełku" kanistry z "wodą oligoceńską", albo wykrochmaloną pościel do maglowania. Inna wymarła czynność - gotowanie krochmalu, potem "łamanie" sztywnej pościeli. Wczesne lata 90, jeszcze biedna Polska, mnóstwo "zakładów pracy" zatrzymanych w czas...