Do prozy - Notariusz, 02.2017
Z rozmów z psiapsi:
Bo polska służba zdrowia uwielbia zaczynać rano i kończyć wcześnie. Baby rejestratorki najchętniej by przyjmowały zapisy i o 5-6 rano, byle zamknąć okienko o 12. One żyją w jakiejś innej strefie czasowej. Żebyś ty moją administrację osiedla widziała. Z lat 90. jako bebe pamiętam wyprawy do administracji osiedla. Sceneria: brzęczące świetlówki, popielniczki-jednonóżki pełne i najeżone zgniecionymi petami, powietrze gęste, że można kroić. Na korytarzach smutne paprotki i mieszkanki tego pałacu biurokracji, stukające obcasami, pełne buty Grażyny, Barbary, Danuty. Co to było za doświadczenie, gdy matka przepisywała na mnie mieszkanie. Pokój pomalowany beżową olejną do połowy wysokości. Regały zawalone starymi, pożółkłymi teczkami, wszędzie zapach starego papieru, jak w bibliotece. Na środku pokoju czarne biurko, przed nim rachityczne krzesło dla petentów, za biurkiem siedzi naburmuszona Danuta. Kawa zalewajka w szklance z koszyczkiem, brak komputera, tylko maszyna do pisania. Szary mechaty sweterek, włosy tlenione z odrostami. Migająca świetlówka. O zakończeniu komuny i pewnej zmianie czasów sygnalizował brak tlących się papierosów i brak przepełnionych, blaszanych popielniczek na jednej nóżce. Zaś biuro, gdzie zaczynaliśmy formalości, notariusz pani Nocoń Wiesławy, to wybuch wolnorynkowych i nowobogackich wczesnych lat 90. W poczekalni skórzana, przepaścista kanapa i skórzane, obrazy w 3D, takie strukturalne i tak typowe dla wczesnych 90. Ściany malowane przecierką na turkusowo, podwieszany styropianowy sufit, podłoga w sraczkowatej terakocie. Nad kantorkiem recepcjonistki wielki kwarcowy zegar z bazaru oraz, zamiast godła RP, portret JP2 z bursztynu. W gabinecie p. Nocoń Wiesławy pasiaste ciemnozielone tapety, zielona bankierska lampka, ciężkie, rzeźbione i ciemnobrązowe meble typu meble gdańskie (patrz: gabinet Adamowicza prezydenta Gdańska) oraz... w gablotach pomiędzy segregatorami pseudo porcelanowe krasnalki, kotki, malowane lale. Na biurku nieodzowny bursztynowy portret JP2. Nocoń Wiesława zaś wyglądała jak ulany, angielski buldog odziany w spódnicę, sweterek, apaszkę i brzydkie pantofle na platformie. Najbardziej charakterystyczne było w Wiesławie to, że miała kwadratowy, wręcz szescienny obrys. Szeroka w bok i tyle samo wgłąb, acz niziutka, stąd platformy. Łatwiej ją było przeskoczyć, niż obejść. Wielki biust, na nim spoczywały ciężkie, duże bursztynowe, czy drewniane korale. Chodziła po swych włościach z zaskakującą lekkością mimo tuszy. Siedząc w poczekalni, czekając na przygotowanie dokumentów obserwowałem, jak pani notariusz drobi kroczki od regału do recepcji, od recepcji do kolejnego klienta (obsługiwała kilku petentów naraz). Nieproporcjonalnie zwalisty korpus z gorsem miast biustu, na cienkich nóżkach. Dla zabicia czasu obierałem jej korpus z wszystkich sweterków, apaszek, bursztynów, henny na brwiach. Wyobrażałem sobie zwalisty korpus pani buldog nago. Nocoń Wiesławę chodząca po swym biurze saute, odzianej jedynie w pantofle.
Komentarze
Prześlij komentarz