Posty

24.12.25 boże owrzodzenie

Wiele się wydarzyło od ostarniego wpisu, sporo ups and downs. Najistotniejsze, że udaje mi się przecinać sznur więzi z nm (narcystyczną matką) włókno po włóknie. Zresztą ona sama mi to ułatwia, bo kontaktuje się ze mną rzadko, ja zaś już dobrowolnie pierwszy przestałem się kontaktować. Jej milczenie jest bardzo donośne i znaczące. Jest mi przykro, że jest jak jest z nm. Najważniejsze, że postawiłem granice, stawiam na swoim i dbam o siebie, chociaż bywa to trudne (wewnętrzny sabotaż etc). Pierwszy raz w życiu nie spędzam świąt z nią, każde osobno. Nie idę na wymuszone posiadówki przy jej stole, samotność we dwoje i wymuszone, nadmiarowe jedzenie. W tym roku pierwszy raz w życiu spędzam ten długi weekend tak, jak chcę. Korzystam z opustoszałego, spokojnego miasta, relaksuję się, robię porządki. Nastawiłem kwas chlebowy, jestem ciekaw jak mi wyjdzie za kilka dni. Suchy chleb żytni czekał od lata na zmiłowanie : )

28.09.25 emocjonalna śmierć

Jestem po znacznym ograniczeniu kontaktu z NM oraz po emocjonalnym odcięciu się od niej. NM jest, żyje, ale patrzę na tę osobę z daleka. Zresztą NM mi to mocno ułatwia, bo mimo jej schorowania, wieku, nie kontaktuje się ze mną. Robi to bardzo rzadko. Ma 78 lat, jest schorowana, do pomocy ma tylko mnie. Traktuje mnie instrumentalnie, bez żadnego poważania na moje potrzeby i emocje. Bardzo często stosuje ciche dni. Emicjonalnie odciąłem się niedawno. Czytałem o fazach żałoby, gniew, zaprzeczanie, depresja, akceptacja i rozpoczęcie nowego życia od nowa. Jestem już ponad 4 lata na terapii. Obecnie jestem na etapie depresji / szukania siebie. I jest kurewsko ciężko. Tzn. dzięki terapii mam jakieś wyrobione pozytywne nawyki, natomiast zadbać o własny wellbeing, czy nawet zacząć dzień jest bardzo trudno. Każdy dzień zaczyna się od napięć, lęków, kołaczącego serca. Kiedyś silnym głosem był wewnętrzny krytyk pt. dla mnie nie warto, o mnie nie warto dbać. Obecnie to poczucie bezradności, braku c...

toksyczna matka cz. n-ta

dziś moja toksyczna narcystyczna matka przeszła samą siebie, a myślałem, że już mnie nie zaskoczy. gdzie tam, nie przestanie mnie zaskakiwać pomysłami, jak mnie dobić. kot mi choruje, jest zapisany na wtorek na zabieg - byle do wtorku utrzymać go na przeciwbólowych, kroplówkach, byle coś zjadł. ja psychicznie ledwo ledwo się trzymam, bo praca, której nie lubię i szukam innej (ale nie odejdę z obecnej, póki nie znajdę nowej). stres, czy boss żmija nie znajdzie na mnie haka, by wywalić na podstawie byle potknięcia. jestem zmęczony, staram się utrzymywać na powierzchni, by się nie załamać, by nie popaść w depresję. nerwy mam mocno napięte od dłuższego czasu. dziś narcystyczna matka zaprasza mnie na niedzielny obiad i zaczyna gadać o córce swojej znajomej, że ona także opiekuje się i leczy swoje zwierzaki, że specjalna dieta, surowe mięso, winogronka dla onkologicznego psa. to nie pierwszy raz, gdy narcystyczna matka spuszcza się z zachwytu nad kimś innym (córka znajomej i jej chłop), a o ...

8.06.25 czuję się źle i robię to dobrze cz. 2

jest kurwa gorzej. czuję się mocno depresyjnie. pewnie może hałas z budowy się do tego przyczynia i ogólnie świadomość spierdoliny tego świata. zbliżające się moje urodziny - one nigdy nie były dla mnie, nawet serio nie wiem, jak jest obchodzić własne urodziny. zawsze podprogowo to było dla matki i pod jej dyktando, jak je obchodzić. w tym roku spróbuję zrobić to po mojemu. lada moment będą 4 lata terapii, a czuję, że zamieniłem jedną depresję na drugą z krótkim epizodem klarowności pośrodku. by nie gnić w łóżku, jak kiedyś, staram się odkleić od online, robić rzeczy bardziej offline, średnio mi wychodzi. z plusów: dłubię z odgracaniem kawalerki i wystawianiem rzeczy na olx. wyszedł mi kuchenny projekt DIY, musująca kombucha. odało mi się zejść z jednego leku, który no... powodował impotencję. regularnie wyrzucam śmieci, staram się nie popadać w totalną depresję jak kiedyś, gdzie serio mieszkanie zarosło w śmieciach, bo nawet na to nie miałem siły. minusy: za dużo siedzę online. mam co...

Do prozy - W pociągu do Berlina, 07.2018

Z rozmów z psiapsi: Nigdy ci tego nie opowiadałem, bo nie byłeś jeszcze wyoutowany, więc nie wiedziałem, czy załapiesz klimat. Gdy jechałem do firmy, do Berlina z Małgo, w pociągu dla zabicia czasu siedziałem na grindrze, fellow, romeo etc. Coby zobaczyć, co bozia wzdłuż torów zasiała. Trochę chłopa tam siedzi i sporo do mnie pisało. Siedzą w tym Sieradzu, Kutnie, czy Wałczu i siły geolokalizacji nas stykają. On nie wie, że ja w pociągu mknę. Zobaczył nową twarz, myśli może świeża krew do jego miasta-widma Wałcz przybyła. Ja im wszystkim grzecznie odpowiadam, że bardzo przepraszam, ale ja wcale nie nowy w jego mieście, tylko jadę w intercity, że geolokalizacja etc. Wyobraź sobie tę mękę. Nie dość, że jedyny gay Eskimo in town, to jeszcze codziennie na grindrze mu migają nowe, świeże twarze. Każdorazowo w nim błyska iskra nadziei na nową krew w mieście-widmo i każdorazowo zawód, że to tylko efemera twarzy przejazdem. P siapsi: Myślę, że oni wiedzą, że kolej dostarcza chwilowych podn...

Do prozy - Notariusz, 02.2017

Z rozmów z psiapsi: Bo polska służba zdrowia uwielbia zaczynać rano i kończyć wcześnie. Baby rejestratorki najchętniej by przyjmowały zapisy i o 5-6 rano, byle zamknąć okienko o 12. One żyją w jakiejś innej strefie czasowej. Żebyś ty moją administrację osiedla widziała. Z lat 90. jako bebe pamiętam wyprawy do administracji osiedla. Sceneria: brzęczące świetlówki, popielniczki-jednonóżki pełne i najeżone zgniecionymi petami, powietrze gęste, że można kroić. Na korytarzach smutne paprotki i mieszkanki tego pałacu biurokracji, stukające obcasami, pełne buty Grażyny, Barbary, Danuty. Co to było za doświadczenie, gdy matka przepisywała na mnie mieszkanie. Pokój pomalowany beżową olejną do połowy wysokości. Regały zawalone starymi, pożółkłymi teczkami, wszędzie zapach starego papieru, jak w bibliotece. Na środku pokoju czarne biurko, przed nim rachityczne krzesło dla petentów, za biurkiem siedzi naburmuszona Danuta. Kawa zalewajka w szklance z koszyczkiem, brak komputera, tylko maszyna do...

wymarłe zapachy, 18.05.25

Sauna w podziemiu jednego budynku w okolicy Mennicy. Nie bywam, ale czasem na poziomie ulicy czuję ją po wyziewach z piwnicy, zapach pary i magla. O dziwo lubieżnością, spermą i poppersem nie śmierdzi. Tak proustowsko mi się skojarzyło. Witkowski pisze o wymarłych, zapomnianych woniach. Zapach zardzewiałej wody w kranie na stacji PKP, zapach elektryczności w starym analogowym urządzeniu, zapach pyłu węglowego w mroźny dzień. A mój wymarły zapach - zapach magla. Jako bobo chodziłem z mamą lub babcią na Ogrodową oddać do magla prześcieradła, poszewki i zasłony załadowane na mój dzięcy wózek. Jako kilkulatek już chodziłem i się doń nie mieściłem, ale wózek nadal był w użyciu. Pakowało się nań napełnione w "źródełku" kanistry z "wodą oligoceńską", albo wykrochmaloną pościel do maglowania. Inna wymarła czynność - gotowanie krochmalu, potem "łamanie" sztywnej pościeli. Wczesne lata 90, jeszcze biedna Polska, mnóstwo "zakładów pracy" zatrzymanych w czas...

9.03.25 czuję się źle i robię to dobrze

Obraz
czuję się źle i robię to dobrze nadal głupio mi gdy mówię że się boję ta chmura nade mną waży chyba tonę tak często chciałbym wziąć od siebie wolne https://youtu.be/i4PEUv8tckA coraz częściej marzy mi się lobotomia. pozbyć się tej inteligencji, wrażliwości, overthinkingu. te cechy oczywiście są przydatne, ale bywają także obciążeniem. wysoka świadomość spierdolenia świata, tendencja to overthinking, lęku. mam wrażenie, że znajomym wokół się powodzi, tylko u mnie ciężki, lękowo-depresyjny okres etc. nałożyły się wiosna (statystycznie trudny okres po zimie), obciążające zmiany w pracy, wojna w powietrzu. jeden znajomy, z którym byłem w regularnym kontakcie, gdy znalazł nowego bolca i pracę na przestrzeni dosłownie jednego tygodnia poszedł w total no contact, po prostu mnie zghostował. rozumiem efekt zauroczenia i popadnięcia w nową relację, jednak zanim mnie nie zghostował, gdy zanim typa nie poznał, byliśmy w regularnym kontakcie. widać przestałem być mu potrzebny do wspólnego psioczeni...

4.02.25 Andrzej, to jebnie

rozwinięcie wątku zaczętego  w poprzednim poście radzę sobie z codziennością, mam nowe pozytywne nawyki. jednak podświadomość prawie codziennie funduje mi anxiety, napięcie, niepewność. podejrzewam, że znam przyczynę, czyli niezagojone rany z okresu dorastania. na terapii sygnalizowałem wątpliwość, jak można skupiać się na tu i teraz oraz przyszłości mając nieprzepracowaną przeszłość. dostałem odpowiedź: opłacz ją . zawsze były bardziej bieżące tematy do omówienia, czasu i funduszy niewiele, więc nie było okazji zgłębić tematu opłakania, przepracowania przeszłości. z czasem doszedł także wątek umiejętności uważnienia wewnętrznych aktorów (wewnętrzny krytyk), czy uważnienia i utulenia baby-me, cyt. daj sobie z dzieciństwa to, czego w dzieciństwie ci brakowało. jest potrzeba - opłakać przeszłość, przepracować traumy jest obiekt - utulić dziecko, siebie w wersji kilkulatek jak? - tu kurwa leży wampir pogrzebany. jak się rozpłakać? od lat mam blokadę na ronienie łez, na katartyczny szl...

25.01.25 mizofonia, ASD vs ADHD

Problem z głosówkami na linii relacji osoby z autyzmem (ja) z psiapsi z ADHD. Z kilkoma osobami na chat typu whatsapp rozmawiam przez głosówki, nie przez tekst – bo tak szybciej, wygodniej. Dawniej miałem psiapsi I. z na 99,9% niezdiagnozowanym ADHD, omawiany temat był jednym z gwoździ do trumny naszej przyjaźni. Obecnie mam psiapsi G. ze zdiagnozowanym ADHD. Z ADHD-owcami problem jest taki: osoba non-ADHD gdy gada do telefonu (nagrywa głosówkę) nie robi nic innego, od biedy jednocześnie nagrywa i klika coś na komputerze lub popija herbatę. Natomiast osoba z ADHD (tak mi mówił G.) literalnie nagrywając się musi jednocześnie robić coś innego. Ogarniać worek na śmieci, zasłonić żaluzje, jeść obiad, mieć zajęte dłonie i klikać długopisem. Moja była psiapsi I. wręcz nagrywała się idąc ulicą, z ruchem ulicznym w tle, te wszystkie motorynki i szum kół na asfalcie. Takie czynności wydają dźwięki, dźwięki zbiera mikrofon, a nawet je amplifikuje. Nie ma takiej techniki w telefonach, żeby mikr...