22.11.24 kieliszek wina

wczoraj wypiłem trochę alko po ok. 3 miesiącach przerwy (dwa gin & grapefruit). buzz był taki se, za to samopoczucie i ciało - bardzo meh, poczucie ciężkości na żołądku/wątrobie, jakby mi coś tam zalegało. dziś wypiłem 1 kieliszek wina - to samo, buzz prawie żaden, a samopoczucie znacznie gorsze na kilka godzin.

być może to koincydencja, że 3 mc temu (wrzesień) zmienił mi się mindset w kwestii używek, we wrześniu tez zacząłem brać metforminę na insulinooporność. albo to, albo tamto, chociaż nic mi nie wiadomo, by metformina wchodziła w interakcje z alko.

chodzi mi o to, że mam trochę otwartego wina w domu i szkoda żeby się zmarnowało. a te nakupowane butelki, trochę ich mam, niech stoją. jakoś mi dziwnie bez smaku wina lub cydru do obiadu. alko buzz czasami też jest miły. i to programowanie kulturowo-społeczne, że aby się zrelaksować to się napić, podobnie z jakimś ąę obiadem, że ma towarzyszyć mu jakiś alkohol typu wino, cydr, piwo, szampan, do śledzia wódka etc. a tutaj chuj, organizm mi mówi: nie, ja tego nie strawię.

czuję, jakby ubyła część mnie, w końcu tyle lat winomańskiego hobby, tyle degustacji, otwartych butelek. tyle dobrzego jedzenia BEZ towarzystwa wina. to się wydaje niepełne. jakby nie patrzeć, jakościowy alko to nośnik mnóstwa doznań, aromatów a buzz jest pochodną, nie celem. tego mi brakuje.

cieszę się, że pozbyłem się nikotyny, od niej byłem prawdziwie uzależniony. natomiast nigdy nie miałem problemu z alko, nie upijam się, nie lubię być za bardzo wstawiony. może tylko odrobię mam ten zbyt silny nawyk, że jedzenie i alko muszą iść w parze, oraz że towarzyskiemu spotkaniu powinna towarzyć odrobina alko. spotkanie pretekstem do otwarcia butelki wina, butelka wina pretekstem do spoktnia.


Komentarze