3.11.24 długie weekendy

kolejny w życiu długi weekend (1.11) spędzony samemu. matka w szpitalu od 31.10, znowu kardiologia.

znowu nie ma za bardzo z kim porozmawiać, w długie weekendy, święta zawsze ludzi gdzieś wsysa. ludzi z rodziną, w związkach jeszcze zrozumiem, ale żeby singli także wsysało? że niby „obowiązki rodzinne”? dla mnie bullshit. na co dzień narzekanie na własną rodzinę, niezdrowe relacje etc., ale przychodzi święto – że niby z tą samą rodziną „obowiązki rodzinne”?...

zawsze w długie weekendy doświadczam samotności i pustki bardziej, niż w zwykłe dni. nie ma nawet do kogo się odezwać, takie już obserwacje od wielu lat.

mam problem ze spędzaniem czasu z samym sobą, wręcz uciekam przed samym sobą. gna mnie do przeglądania internetu, do apek chatowych, byle wypełnić głowę, rozproszyć własne myśli.

staram się ten niemiły stan ukierunkować na wyjście z domu. przy pogodzie to jest łatwe. teraz zaczął się pizdopad, ciemno, zimno, motywacja do wyjścia niska i pogoda temu nie sprzyja. staram się skanalizować ten stan w jakieś prace domowe, też niełatwo to idzie – wewnętrzne napięcie, rozproszenie. no to w ramach spontanicznego ruchu spisałem te myśli.

wniosek: wyżej opisane wygląda jak kolejny mechanizm ucieczkowy, ucieczka od samego siebie wynikająca z niskiego poczucia wartości.

czy iść  w kierunku „utulić i uważnić siebie”, a ta ucieczka od siebie minie mimochodem? (borze, znowu te kliszowo brzmiący termin).

plan: jak matka zemrze (bo póki żyje jakoś mi z tym niekomfortowo…) planować długie weekendy i gdzieś wyjechać, jakiś pensjonat, naturka, byle nie myśleć o pustce.

Komentarze