Posty

Wyświetlanie postów z 2024

22.11.24 kieliszek wina

wczoraj wypiłem trochę alko po ok. 3 miesiącach przerwy (dwa gin & grapefruit). buzz był taki se, za to samopoczucie i ciało - bardzo meh, poczucie ciężkości na żołądku/wątrobie, jakby mi coś tam zalegało. dziś wypiłem 1 kieliszek wina - to samo, buzz prawie żaden, a samopoczucie znacznie gorsze na kilka godzin. być może to koincydencja, że 3 mc temu (wrzesień) zmienił mi się mindset w kwestii używek, we wrześniu tez zacząłem brać metforminę na insulinooporność. albo to, albo tamto, chociaż nic mi nie wiadomo, by metformina wchodziła w interakcje z alko. chodzi mi o to, że mam trochę otwartego wina w domu i szkoda żeby się zmarnowało. a te nakupowane butelki, trochę ich mam, niech stoją. jakoś mi dziwnie bez smaku wina lub cydru do obiadu. alko buzz czasami też jest miły. i to programowanie kulturowo-społeczne, że aby się zrelaksować to się napić, podobnie z jakimś ąę obiadem, że ma towarzyszyć mu jakiś alkohol typu wino, cydr, piwo, szampan, do śledzia wódka etc. a tutaj chuj, org...

14.11.24 testament psa (i kota też)

byłem w schowku (taka kanciapa w bloku niebędąca piwnicą) - wyjąłem kuwetę, żwirek, zapas żarcia. rzeczy, które zostały po Guciu. nie przypuszczałem, że Gucio odejdzie już w tym roku. został po nim duży zapas jedzenia, kilka kilo żwirku. nie przypuszczałem też, że tak szybko będzie nowy kitku u mnie i miło mi na tę myśl. patrzę na zdjęcia Gucia przyklejone magnesami do lodówki. brakuje mi go, nie ukrywam, ale przypomina mi się od razu "Testament psa": Ludzie nim odejdą, zapisują w testamencie swój dom i wszystko co mają tym, którzy zostają. Gdybym mógł swoimi łapkami zrobić to samo, moja ostatnia wola wyglądałaby tak: – mój szczęśliwy dom, – miseczkę i posłanie, – kolana, na których kładłem głowę, – ręce, które głaskały, – głos, który mnie wolał, – serce, które mnie kochało zapisuje w ostatniej woli głodnemu, chudemu, smutnemu, przerażonemu Psu w potrzebie. Kochany Człowieku, Twoja miłość to wszystko, co miałem, więc po moim odejściu nie mów: "już nigdy nie pokocham inne...

11.11.24 life's what you make it - talk talk

Baby, life's what you make it Can't escape it Baby, yesterday's favorite Don't you hate it Baby life's what you make it Don't back date it Baby, don't try to shade it Beauty is naked Baby, life's what you make it Celebrate it Anticipate it Yesterday's faded Nothing can change it Life's what you make it żyjesz, jak sobie pościelisz celebruj życie wyczekuj go wczoraj wyblakło nie zmienisz go siedzę w zajebistym zimnym, mrocznym i  pachnącym liśćmi pizdopadowym parku i w zapętleniu słucham life's what you make it . życie jest za krótkie na retrospekcje, na przeżywanie dawnych traum, czy pozwalanie wewnętrznemu krytykowi trwać w ustalonych schematach: taplać się w depresji i poczuciu "nie zasługuję na własny dobrostan". czuję się dobrze, mimo pizdopadowej szarzyzny i zgniłki.  uczę się dbać o siebie, nie skamleć o atencję innych, czy ich zadowalać. chociaż nadal to jest trudne po tylu latach programowania na bycie sługą matki. bardzo wa...

mac n cheese level 1000

500 g tarty cheddar 5x żółtka ok. 0,5 l śmietana 36% cebula na patelni zrumienić cebulę, posolić (mało, sól jest w cheddarze), popieprzyć połączyć cheddar z żółtkami i śmietaną, masa powinna mieć konsystencję gęstego ciasta na naleśniki zdjąć patelnię z ognia, na patelnię z cebulą wrzucić ugotowany makaron zalać masą serową i na wolnym ogniu delikatnie rozmieszać aż ser się roztopi, uważając by żółtka się nie zwarzyły

krwawa mary 0%

wyciskarka wolnoobrotowa pomidory czosnek sos rybny sos worcestershire tabasco pieprz opcjonalnie: seler naciowy na 1 l soku: 2 łyżki sosu rybnego 1-2 łyżki sosu worcestershire niecała 1 łyżeczka tabasco

10.11.24 stop dyktaturze skowronków

w pizdopadzie, mimo że to jest wbrew mojemu biorytmowi, spróbuję spać wcześniej i wstawać wcześniej. ponieważ w weekend, gdy nic mnie nie goni, budzę się o 12-13 i kurwica mnie bierze, że lada moment zdzień się kończy, a w grudniu będzie jeszcze krótszy. natomiast w dni robocze będąc sową, lub wilkiem w nomenklaturze Breusa (książka "Potęga kiedy"), praca 9-17 to koszmar. nie łudzę się, że uda mi się zacząć pracować o 9, bo między 9-10 dopiero się budzę i otwieram oczy. zaspany robię siku, nastawiam kawę, loguję się na korpochat by udawać, że jestem dostępny. z gorącą kawą wracam do łóżka na minimum godzinę-dwie, sprawdzam powiadomienia, trochę scrollowania. w skrócie: rozruch. po obudzeniu i po kawie dosłownie czuję, jak mój mózg powoli zaczyna się rozkręcać, systemy bootują, tryby się rozpędzają. dla sowy kawa rano to za mało. umysłowa korpopraca w godz. 9-17 to wewnętrzna walka o zasoby, siłę i motywację. czuję się rozdarty, czuję wewnętrzną panikę i poczucie winy z powodu...

9.11.24 gay bar bez darkroomu

mam taki pomysł, wydaje mi się niezagospodarowana nisza: gay bars zwykle są z darkrooms oraz podtekstem seksualnym i/lub fetyszowym. a gdzie są gejknajpy gdzie można po prostu posiedzieć, ewentualnie swobodnie porandkować bez ciśnienia na obciąg w kiblu lub darkroomie? takie cywilizowane miejsce dla homo singli, którym sperma nie wyparła mózgu... niby jest Ramona, ale ona wydaje mi się taka bidna, kiczowata, zacofana. jest Galeria, ale wydaje mi się, że to też karaoke, estetyczna bida i imprezownia. w Lodi Dodi podobno też jest darkroom, więc także odpada. niby jest La Pose, ale to dla zetek maks. 25-letnich. gdzie jest jakieś estetczne miejsce, powiedzmy dla gay yuppies 25+, którzy mają dość tindera, grindra i lukrowanego życia z instagrama? jakaś knajpa dla homo z dobrym wystrojem, żarciem, kartą win i drinków BEZ darkroomu?

milczenie owiec - pralka

...spostrzegła, że rytm automatycznej pralki jest jak bicie wielkiego serca, a szum przelewającej się w niej wody jak odgłos, który słyszy nienarodzone jeszcze dziecko: przypomina miejsce, w którym po raz ostatni doznaliśmy spokoju. She found Starling in the warm laundry room, dozing against the slow rump-rump of a washing machine in the smell of bleach and soap and fabric softener. Starling had the psychology background, Mapp's was law, yet it was Mapp, who knew, that the washing machine's rhythm was like a great heartbeat and the rush of its waters was what the unborn hear - our last memory of peace.

utalentowany pan ripley - klucze do piwnicy

Don't you just take the past and put it in a room in a basement and lock the door and never go in there? That's what I do. And then you meet someone special and all you want to do is to toss them the key and say, "Open up, step inside," but you can't because it's dark. There's demons, and if anybody saw how ugly it is... I keep wanting to do that: fling the door open, just let light in and clean everything out.

5.11.24 obłęd okresu bożego owrzodzenia

już od drugiego listopada zaczyna się konsumpcyjno-reklamowo-kapitalistyczny obłęd bożego narodzenia (zwanego dalej xmas lub bożym owrzodzeniem). dla mnie boże owrzodzenie to esencja rodzinnego fałszu: fałsz mojej własnej rodziny, fałszywości i wszystkiego na pokaz, konsumpcjonizmu, zakładania masek i fasadowości. a przede wszystkim apoteoza samotności. jak pisałem niedawno, teraz w długi weekend 1.11, jak zawsze w długi weekend znajomych wsysa. pozostaję sam ze sobą i z myślami, a w xmas szczególnie. niby można patrzeć na xmas i wielkanoc jak na przesilenie zimowe i początek wiosny, świętowanie zakończenia pewnego okresu w cyklu rocznym. i tak na to patrzę. jednak na to wystarczy 1 odświętny dzień i już. w praktyce zarówno przez długie weekendy i napędzane mediami, reklamami te okresy świąteczne rozciągają się na tygodnie, miesiące. i w końcu jak przychodzi ten jebany 24.12 to już jest takie napięcie, by się udało, że powietrze można nożem kroić. patrz: jest 5.11, ledwo jesień, liście...

3.11.24 długie weekendy

kolejny w życiu długi weekend (1.11) spędzony samemu. matka w szpitalu od 31.10, znowu kardiologia. znowu nie ma za bardzo z kim porozmawiać, w długie weekendy, święta zawsze ludzi gdzieś wsysa. ludzi z rodziną, w związkach jeszcze zrozumiem, ale żeby singli także wsysało? że niby „obowiązki rodzinne”? dla mnie bullshit. na co dzień narzekanie na własną rodzinę, niezdrowe relacje etc., ale przychodzi święto – że niby z tą samą rodziną „obowiązki rodzinne”?... zawsze w długie weekendy doświadczam samotności i pustki bardziej, niż w zwykłe dni. nie ma nawet do kogo się odezwać, takie już obserwacje od wielu lat. mam problem ze spędzaniem czasu z samym sobą, wręcz uciekam przed samym sobą. gna mnie do przeglądania internetu, do apek chatowych, byle wypełnić głowę, rozproszyć własne myśli. staram się ten niemiły stan ukierunkować na wyjście z domu. przy pogodzie to jest łatwe. teraz zaczął się pizdopad, ciemno, zimno, motywacja do wyjścia niska i pogoda temu nie sprzyja. staram...

29.10.24 podsumowanie trzech lat terapii

1)  wydaje mi się, że hipomania się pojawia, gdy uświadamiam sobie, że zmierza ku dobremu, że coś osiągnąłem. czyli przechył wahadła z depre w drugie ekstremum. 2)  nasze problemy jako dorosłych wynikają z dzieciństwa i relacji z rodzicami. oczywista oczywistość. i terapia indywidualna skupia się na ogarnięciu bieżących dorosłych problemów i/lub utuleniu przeszłości. zatem ogromna część, o ile nie wszystkie moje problemy, wynikają z poczucia niskiej wartości, myślenia „ja nie zasługuję”, zachowań ucieczkowych. niezdrowych coping mechanisms. na mojej terapii terapeuta się skupia na tym, bym sam siebie utulił, uznał za wystarczającego, uważnił, sam siebie poklepał po ramieniu, sam siebie przytulił. bo matka mnie całe życie unieważnia, traktuje jak sługę, co widać było wczoraj etc. a ja całe życie potrzebuję tej walidacji od kogoś, z zewnątrz. bardzo silna potrzeba, by ktoś mnie uznał. to wynika i z krytycznej, narcystycznej matki i z braku ojca (tęsknota za...